DSCF8003Koszykarze PGE Turów przegrali u siebie rewanżowy mecz z Paris Levallois 78:87 i nie awansowali do dalszych rozgrywek Pucharu Europy. Dlaczego? Zwracamy uwagę na dwa fakty. Pierwszy z nich to seria 18:1 (23:36) dla paryżan po siedmiu minutach w drugiej kwarcie. Przypomnijmy więc, że po pierwszej kwarcie było 22:18 dla zgorzelczan. Drugi to ucieczka chyłkiem Mardy Collinsa po meczu do szatni w czasie, gdy jego koledzy poszli podziękować kibicom za doping. Pierwszy świadczy zarówno o jakości obrony, jak i ataku, czyli wartości drużyny. Drugi daje świadectwo pogłoskom złej atmosferze, żeby nie powiedzieć o postępującej dezintegracji drużyny. Taki zespół będzie przegrywać wszędzie, nie tylko w meczach o europejskiej randze.

Zapraszamy do galerii!

 


Pozytywny początek


Mecz rozpoczął się według schematu rozgryzionego dawno przez europejskich (ale pewnie nie tylko) rywali Turowa. Będzie o tym w pomeczowych wypowiedziach trenera Gregora Beugnota, ale już teraz należy powiedzieć, że czarnozieloni grają tak: pierwsza i trzecia kwarta dobra, druga i czwarta słaba. Nie inaczej było w środę w PGE Arenie. Gospodarze szybko odskoczyli na wynik 8:3, lecz kilka chwil potem goście doszli ich na 8:7. Niezła końcówka kwarty i nieskuteczność graczy Levallois po 10 minutach dały stan 22:18.


Siedem minut bez trafienia


Coś zupełnie niezrozumiałego stało się z graczami znad Nysy Łużyckiej w drugiej ćwiartce. Równo przez siedem minut nie mogli znaleźć sposobu na trafienie piłką do kosza przyjezdnych. Ich zmorą była nieprawdopodobna skuteczność Greena i Schilba, którzy trafiali z nieprawdopodobnych pozycji. Prawdziwą natomiast przykrością było obserwowanie, jak czarnozieloni zmagają się z własną niemocą. Wreszcie przy stanie 0:18 jednego z dwóch wolnych trafił Kulig i dopiero wtedy zgorzelczanie się odblokowali. W pozostałym czasie zdobyli jeszcze 11 oczek, dzięki czemu ta część spotkania zakończyła się 12:26, co dawało prowadzenie gościom 34:44.


Bicie głową w mur


Zgodnie ze znanym rytmem gry Turowa, trzecia kwarta była reaktywacją sił witalnych i woli walki zgorzelczan. Napompowani dobrymi radami uzyskanymi podczas przerwy od trenera zaczęli odrabiać straty. Wynik – jak zwykle pociągnęli Kulig i Chyliński, ale przede wszystkim Moldoveanu. Rumun wchodzący z ławki rezerwowych świetnie kontrował rozpędzonych paryżan celnymi trójkami. Tercetowi snajperów nawet nieźle szło, bo przy lekkim wsparciu kolegów wygrali tę odsłonę 15:14. Stan spotkania po pół godzinie gry wynosił 49:58, co nie było przecież stratą nie do odrobienia. W czwartej odsłonie okazało się, jak mało odporni psychicznie są podopieczni trenera Rajkovicia. Otóż gdy tylko zbliżali się do na dwa – trzy punkty do przyjezdnych, ci celnymi trójkami natychmiast im odskakiwali. Trudno mówić o jakimś kluczowym momencie , który zdecydował o przegranej Turowa ale jeśli już, to był nim trzypunktowy, celny z dystansu oddany przez ręce zgorzeleckiego obrońcy w czwartej kwarcie. Na pomeczowej konferencji Michał Chyliński przyznał, że właśnie wtedy ręce im opadły. Ostatnia odsłona była remisowa (29:29), bo pozostawiało bez zmian dziewięciopunktową przewagę graczy Levallois osiągniętą po trzech kwartach.


Collins „Czarnym Piotrusiem" zespołu


Kibice PGE Turów dobrze pamiętają wypowiedź Mardy Collinsa, gdy przybył do Zgorzelca. Chwalił się w niej, że potrafi być liderem nie tylko na boisku, ale także poza nim. Przyznać trzeba, że przez pierwsze tygodnie tak było. Amerykanin był dobrym duchem zespołu, rozdawał asysty oraz sam zdobywał punkty. Od kilku kolejnych tygodniach okazało się, że równie może być dezintegratorem zespołu, jego „Czarnym Piotrusiem". Zaczęło się okazywania fochów po tym, jak sędziowie wyrzucali go z boiska za niesportowe zachowanie. Od tamtej pory bezustannie, ostentacyjnie okazuje swoje niezadowolenie. Skończyły się asysty, sam próbuje kończyć akcje. Jak się nie udają, bardzo niechętnie wraca do obrony. Po środowym meczu znowu pokazał swoją arogancję. Podczas, gdy wszyscy zawodnicy poszli podziękować kibicom za dopingowanie, on chyłkiem czmychnął do szatni. Zawodnicy pytani, co z nim nie tak, mówią: „on tak ma". Nikt już nawet nie próbuje udawać, że w PGE Turów dobrze się dzieje. Dokąd ten klub zmierza?


Janusz Grzeszczuk

Fot.: GRE

PGE Turów Zgorzelec - Paris Levallois 78:87 (22:18, 12:26, 15:14, 29:29)

PGE Turów: Moldoveanu 19, Kulig 16, Chyliński 11, Taylor 10, Collins 9, Wright 6, Czyż 5, Dylewicz 2, Karolak 0, Jaramaz 0.

Paris Levallois: Schilb 24, Green 21, Christmas 15, Labeyrie 8, Ndoye 7, Ford 6, Jean-Baptiste-Adolphe 4, Oniangue 2, Corosine 0, Lang 0, Sane 0.

Dodaj komentarz


Najnowsza Gazeta

300

Reklama

Repertuar kin

  1. .
  2. .
  3. .
  4. .

Zgorzelec

PoZa NoVa

 

Przerwa

 

 

 

 Bogatynia

Kadr

 

Przerwa

 

Lubań

Wawel

 

Przerwa

 

 

Görlitz

Filmpalast

 

Przerwa

 

 

next
prev

Kursy walut

KUPNO SPRZEDAŻ
euro EUR 4.4400zł 4.4600zł
usd USD 4.0000zł 4.0800zł
czk CZK 0.1630zł 0.1660zł

Kurs z dnia: 2020-05-29

Pogoda

booked.net