tr4Wraca nadzieja do serc kibiców PGE Turów. Po ewidentnym kryzysie, jaki dopadł zgorzelczan po rozgrywkach w ramach Euroligi i Euro Cup wiele wskazuje, że zespół powoli podnosi się kolan. W wyjazdowym meczu z Treflem Sopot pewnie wygrał 66:74. Aż pięciu graczy zanotowało dwucyfrowe zdobycze.

 

 

 

Niezły start w pierwszej kwarcie

Od mocnego uderzenia czarnozieloni rozpoczęli poniedziałkowe spotkanie. Już w pierwszej minucie zdobyli cztery oczka (Natiażko, Chyliński). Pierwsze punkty dla Trefla chwilę potem zdobył Michalak, ale potem nastąpiła seria 0:14 i po niespełna czterech minutach meczu Turów prowadził 2:16. Tak wysokie prowadzenie gości uśpiło, zaś gospodarzy zmobilizowało do większej aktywności. W ciągu czterech kolejnych minut zdobyli 12 oczek podczas gdy Turów tylko dwa. W ostatnich sekundach sędziwie dopatrzyli się z zagraniu Moldoveanu faulu niesportowego. Stefański wykorzystał jeden z dwóch rzutów wolnych, a po wznowieniu gry Bendzius zdążył jeszcze razem z syreną trafić do kosza. W ten sposób po 10 minutach różnica miedzy rywalami zmalała do trzech punktów (20:23).

Ostre przyspieszenie

Podczas krótkiego odpoczynku trener Trefla przekazał swoim graczom wskazówki, dzięki którym jego zawodnicy początkowo nie pozwalali przeciwnikom na powieszanie dystansu. Mimo tego więc, że po półtorej minucie drugiej odsłony Turów wypracował 7-punktową przewagę (22:29), to kilka chwil później było już 30:33. Końcówka należała jednak do przyjezdnych. Na dwie minuty przed przerwą do kosza zaczęli trafiać czarnozieloni. Dylewicz dodał 2 oczka z wolnych, Taylor kolejne dwa po szybkim ataku a Olek Czyż aż cztery. Tony Taylor zapewne wpędził gospodarzy we frustrację, gdyż razem z syreną dorzucił im trojkę do szatni. Wynik tej ćwiartki to 14:23 a stan meczu wynosił 34:46.

Słabsza trzecia kwarta

Można odnieść wrażenie, że w ciągu piętnastu minut trener Trefla Darius Maskoliunas bardzo mocno motywował swoich podopiecznych. Argument zapewne był jeden: wygrana z Turowem dawała im wejście do fazy play-off. Zaatakowali więc bezpardonowo.

Po otwierającym kwartę trafieniu Taylora mocno przycisnęli i zanotowali serię 7:0. W tym momencie Chyliński złapał swoje „złote minuty”. W krótkim czasie dwa razy trafił z dystansu i raz z półdystansu. Najwyraźniej po tym, jak podczas meczu z Wilkami Morskimi dał swojemu punkty decydujące o zwycięstwie, Michał się odblokował i przypomina siebie samego sprzed półtora miesiąca. Pomimo tego w przekroju tej odsłony Trefl był bardziej skuteczny od rywala i wygrał ją 17:11, wskutek czego przewaga Turowa zmalała do sześciu oczek (51:57).

Końcówka pod kontrolą

Ostatnia ćwiartka przebiegała całkowicie pod kontrolą przyjezdnych. Gra odbywała się według schematu „cios za cios”. Pozwalało to zespołowi znad Nysy utrzymywać bezpieczny, kilkupunktowy dystans do gospodarzy. Po trafieniach Natiażki i Czyża, co powiększył się on do 9 oczek (57:66). Gospodarze wzięli czas, ale lepiej go wykorzystali goście, gdyż w ciągu dwóch minut, na trzy minuty przed końcem spotkania powiększyli różnicę do 14 punktów (60:74). W końcówce trzypunktowe rzuty pudłowali Dylewicz i Kulig, za to trafiali Michalak, Dutkiewicz i Kulka. Skutek był taki, że z ostatnią syreną przewaga Turowa zmalała do 8 oczek. Mimo to czarnozieloni wygrali tę odsłonę 15:17 i cały mecz 66:74.

W zespole wraca spokój

Poniedziałkowy mecz był udanym rewanżem za przykrą porażkę z 3 stycznia tego roku, kiedy PGE Turów w swojej nowej hali głupio przegrał z Treflem 103:104. Teraz zgorzelczanie pojechali w poważnym osłabieniu. Karę odbywa Mardy Collins, leczy kontuzję Chris Wright, nie może wrócić do wysokiej dyspozycji Damian Kulig, kiepsko się spisuje Moldoveanu. Trener trzymał na ławce Karolaka i Gospodarka. Widać jednak, że mimo to stać ich wiele. Pomimo kilku mocno kontrowersyjnych decyzji sędziów drużyna nie dala się sprowokować, zachowała przez całe spotkanie dawno nie zauważany, stoicki spokój. Praktycznie Turów mecz wygrał ośmioma zawodnikami, z których aż pięciu miało dwucyfrowe zdobycze. Zgodnie z tradycją, przed play-offami do wysokiej formy dochodzi Filip Dylewicz (14 pkt). Najskuteczniejszym graczem był jednak Michał Chyliński (17 pkt). Po dniu przerwy, bo już w środę Turów zagra ważne spotkanie z Energą Czarnymi w Słupsku. Wygrana może ich zbliżyć do zajęcia I miejsca w tabeli TBL. Kto jednak będzie liderem po fazie zasadniczej, prawdopodobnie zdecyduje starcie ze Stelmetem Zielona Góra w niedzielę 26 kwietnia.

Janusz Grzeszczuk

Fot.: GRE

Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 66:74 (20:23, 14:23, 17:11, 15:17)

Trefl: Bendzius 16, Michalak 16, Lydeka 10, Kemp 8, Popovic 5, Leończyk 4, Dutkiewicz 3, Kulka 2, Stefański 1, Vasiliauskas 1, Dzierżak 0.

Turów: Chyliński 17, Dylewicz 14, Taylor 12, Natiażko 11, Czyż 10, Jaramaz 5, Kulig 3, Moldoveanu 2, Gospodarek 0.

Dodaj komentarz


Najnowsza Gazeta

300

Reklama

Repertuar kin

  1. .
  2. .
  3. .
  4. .

Zgorzelec

PoZa NoVa

 

Przerwa

 

 

 

 Bogatynia

Kadr

 

Przerwa

 

Lubań

Wawel

 

Przerwa

 

 

Görlitz

Filmpalast

 

Przerwa

 

 

next
prev

Kursy walut

KUPNO SPRZEDAŻ
euro EUR 4.4400zł 4.4600zł
usd USD 4.0000zł 4.0800zł
czk CZK 0.1630zł 0.1660zł

Kurs z dnia: 2020-05-29

Pogoda

booked.net