DSCF6865Gromkie przechwałki w stylu „Jedziemy po Puchar Polski” rozwiały się w dym razem z niecelnym rzutem Mardy Collinsa i rozbrzmiewającą chwilę później syreną kończącą ćwierćfinałowe spotkanie pomiędzy PGE Turów a Energą Czarnymi Słupsk. Po wydłużającej się serii porażek podopieczni trenera Miodraga Rajkovicia wracają do domu z podkulonymi ogonami. Mecz finałowy obejrzą w telewizji.

 

 

 

Słupszczanie od pierwszych minut meczu ustalili zasady gry. Po pierwszych pięciu minutach od otwarcia prowadzili już 4:10 a potem przewagę systematycznie powiększali. Po trafieniu Eizukwu prowadzili nawet 11 oczkami (6:17). Słaby zryw zgorzelczan w końcówce pozwolił im zbliżyć się na pięć oczek po 1 minutach (18:23). Rywale zgorzelczan drugą ćwiartkę także rozpoczęli od zwiększania prowadzenia. Ich starania były na tyle skuteczne, że w trzy minuty powiększyli je do 9 punktów (24:33). Kolejne dwie minuty to pogoń czarnozielonych za przeciwnikami. Po trafieniach Kuliga, Chylińskiego, Wrighta i Taylora doszli słupszczan i było 35:35, potem 37:37 a jeszcze trochę później 40:40. I kiedy wydawało się, że zespoły zejdą na przerwę przy lekkim prowadzeniu Czarnych (45:46), w ostatniej sekundzie rzucił z dystansu i trafił Jerel Blassingame. Było 45:49. Punkty „do szatni” z pewnością sfrustrowały zgorzelczan. Na uwagę zasługuje fakt, iż wynik Turowa „ciągnął” Michał Chyliński, zdobywca aż 14 oczek w tej części meczu.

Początek drugiej połowy obiecująco zaczął się dla fanów Turowa. Drogę do kosza przeciwnika znaleźli Chyliński i Collins, wskutek czego doszło do wyrównania 49:49. Generalnie w tej części spotkania czarnozieloni prezentowali się całkiem nieźle. Po trafieniu z dystansu Karolaka i Moldoveanu wyszli nawet na prowadzenie 58:53. Niestety potem więcej do powiedzenia na parkiecie mieli Czarni. W ciągu trzech minut dorzucili 7 oczek a Turów tylko cztery. Tę odsłonę jednym punktem wygrali zgorzelczanie (15:14), ale na wyniku ciągle ciążyła delikatna przewaga z pierwszej kwarty. Z ważnych zdarzeń tej ćwiartki należy wymienić dwa fakty. Pierwszy to taki, że znowu nerwy puściły Collinsowi. Sprowokowany po udanym wsadzie przez Seweryna w kolejnym meczu dopuścił się faulu technicznego. Być może to zdarzenie spowodowało, że mając do wykorzystania dwa rzuty wolne na 5 sekund przed końcem tej odsłony, nie trafił ani jednego. Drugi fakt to zerowa skuteczność Chylińskiego w tej kwarcie. Odrobienie trzypunktowej przewagi Czarnych (60:63) wydawała się czystą formalnością.

Przebieg ostatniej odsłony kolejny raz wykazał, że w sporcie wygrywa ten, kto jest bardziej ambitny i odporny na stres. Pół minuty wystarczyło Blassingame’owi, aby jego zespół odskoczył od zgorzelczan. Przez następne siedem minut słupszczanie nie pozwalali przeciwnikom zbytnio zbliżyć się do siebie. Sytuacja się zmieniła na dwie i pól minuty przed końcem spotkania, kiedy z półdystansu trafił Chyliński (jedyne jego punkty w tej połowie spotkania). Było 80:80 i trener Energi poprosił o czas. Od tego momentu sytuacja na parkiecie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Najpierw po trafieniu Eizekwu na prowadzenie wyszli Czarni. Chwilę potem trójka Jaramaza dała przewagę zgorzelczanom. Na półtorej minuty przed końcem także Eizekwu zdobył – jak się potem okazało – decydujące o zwycięstwie słupszczan dwa punkty. Końcowe momenty zawodów to koncert błędów Turowa. Najpierw nie trafił z dystansu Collins. Chwilę potem po błędzie kozłowania piłkę stracił Chyliński. Na 11 sekund przed ostatnią syreną czas wziął Miodrag Rajković. Niestety ustawiona przez niego akcja spaliła na panewce. Zawiódł Mardy Collins, który nie trafił do kosza. Końcowy wynik 83:84 jest sprawiedliwy. Obnaża słabości aktualnego Mistrza Polski, który z tajemniczych powodów nie może się uporać z kryzysem w zespole. W drużynie rywali nie do zatrzymania był Pasali, Blassingame i Shiloh. Dla nich obrona PGE Turów nie stanowiła problemu. W tej sytuacji należy zadać pytanie: jeżeli blamaż w rywalizacji o Puchar Polski nie da władzom klubu i trenerowi do myślenia, to co może być tym impulsem? Czy to czas na jakieś zmiany? Coraz głośniejsze są pogłoski o nie kończących się kłopotach finansowych klubu. A może jednak mają rację ci, którzy twierdzą, iż PGE Turów odpuścił sobie ten turniej, aby lepiej się przygotować do Top16 Eurocup? Odpowiedź uzyskamy obserwując kolejne mecze.

Janusz Grzeszczuk

PGE Turów Zgorzelec - Energa Czarni Słupsk 83:84 (18:23, 27:26, 15:14, 23:21)

PGE Turów: Kulig 19, Chyliński 16, Taylor 13, Collins 11, Jaramaz 7, Wright 6, Moldoveanu 6, Karolak 3, Zigeranović 2, Czyż 0.

Energa Czarni: Pasalić 24, Blassingame 16, Shiloh 15, Eziukwu 8, Nowakowski 6, Mokros 5, Seweryn 4, Gruszecki 4, Śnieg 2.

Dodaj komentarz


Najnowsza Gazeta

300

Reklama

Repertuar kin

  1. .
  2. .
  3. .
  4. .

Zgorzelec

PoZa NoVa

 

Przerwa

 

 

 

 Bogatynia

Kadr

 

Przerwa

 

Lubań

Wawel

 

Przerwa

 

 

Görlitz

Filmpalast

 

Przerwa

 

 

next
prev

Kursy walut

KUPNO SPRZEDAŻ
euro EUR 4.4400zł 4.4600zł
usd USD 4.0000zł 4.0800zł
czk CZK 0.1630zł 0.1660zł

Kurs z dnia: 2020-05-29

Pogoda

booked.net