DSCF7626PGE Turów wygrał drugie spotkanie ze Stelmetem Zielona Góra 80:74. Bez wątpienia bohaterem meczu jest kapitan czarnozielonych Filip Dylewicz. To o jego trafieniu oddanym z dystansu Przemysław Zamojski powiedział na konferencji prasowej: „Filip nas zabił tą trójką”. Dlaczego? Fakty są takie, że dzięki temu trafieniu Turów oddanemu na 51 sekund przed końcową syreną powiększył przewagę nad przeciwnikiem z ryzykownych dwóch do komfortowych pięciu punktów. Od tego momentu widać było, że przyjezdni załamali się psychicznie i stracili nadzieję nie tylko na wygraną, ale nawet na dogrywkę. 

Zapraszamy do galerii !

Początek meczu zwiastował spełnienie buńczucznych zapowiedzi zielonogórzan. Mówiły one o odpowiedzi agresją na agresję i dążeniu do wyrównania serii. Stelmet realizował plan poprzez bardzo szczelną, efektywną obronę. Tymczasem gospodarze odpowiedzieli tym samym, skutkiem czego prawie przez trzy minuty żadna z drużyn nie mogła zdobyć punktów. Pierwsze zdobył J.P. Prince po rzutach wolnych. Jak się okazało, to rozpruło worek. Kolejne zdobył efektownym wsadem Mike Taylor już po niespełna minucie. Okazało się, że miejscowi rozpędzali się powoli, jak lokomotywa ze znanego wiersza Tuwima. Po trafieniach Dylewicza, Tony Taylora, Wiśniewskiego i dochodzącego z ławki rezerwowych Kuliga, na minutę przed końcem tej ćwiartki prowadzili już 11 oczkami, by z taką samą przewagą (23:12) zakończyć pierwszą odsłonę.

Po przerwie już po 10 sekundach gry Nikolić zmienił stan spotkania na 25:12 a po kolejnych kilkunastu sekundach przewaga Turowa wzrosła do 14 oczek (28:14). W tym momencie jednak goście jeszcze bardziej wzmocnili obronę, odcinając od podań głównych snajperów Turowa. W tej sytuacji gospodarze zaczęli popełniać straty. Ich rywale często przechwytywali niecelne podania, po których wyprowadzali szybkie, skuteczne ataki. Co gorsza miejscowi szybko przekroczyli limit pięciu zespołowych przewinień. Stelmet zaczął wtedy zdobywać łatwe punkty z rzutów wolnych. W końcówce tej odsłony cenne punkty dla zgorzelczan zaczął zdobywać Nemanja Jaramaz (sześć w serii), co utrzymało miejscowych na prowadzeniu 43:35 pomimo, iż zielonogórzanie wygrali tę ćwiartkę 20:25.

Dobrą passę podopieczni trenera Uvalina utrzymywali w trzeciej odsłonie. Powoli, krok po kroku niwelowali przewagę gospodarzy. Co prawda po trzech minutach Turów jeszcze prowadził 52:41, ale to właśnie wtedy los się odmienił. Właściwie nic im nie wychodziło. Nie trafiali ani z dystansu, ani spod kosza. Za sprawą Hrycaniuka, Koszarka, Zamojskiego i Dragicevicia przed ostatnią kwartą oba zespoły dzieliła różnicą zaledwie jednego punktu (61:60). W hali na Maratońskiej powiało grozą.

Ostatnia odsłona rozpoczęła się nadzwyczaj korzystnie dla gospodarzy. Najpierw Dylewicz rzutem z dystansu pozwolił swojemu zespołowi oderwać się od przeciwnika a chwilę potem przewagę powiększył Prince. Stan meczu wynosił już 66:60, co okazało się bezpiecznym buforem na dalszą część końcówki. Zdeterminowani zielonogórzanie, dopingowali osobiście przez prezesa klubu Janusza Jasińskiego, nie zamierzali się poddawać. Sytuacja zaczęła się robić dla Turowa niebezpieczna, gdy Kulig i Nikolić trafiali tylko co drugi z rzutów wolnych. Końcowy wynik zaczął fatalnie rokować, gdy po niesportowym faulu Eyengi ani jednej takiej szansy nie wykorzystał Mike Taylor. Wskutek tego po pięciu minutach gry Turów miał już tylko dwa oczka przewagi (70:68). Dwie minuty później po trafieniu Mike Taylora różnica wzrosła do 5 punktów. Nieco później różnica wynosiła już tylko 4 oczka i wszystko właściwie było jeszcze możliwe. Wtedy jednak właśnie niesamowity, celny rzut daleko spoza linii 6,75 m wykonał wspomniany na wstępie Filip Dylewicz i zrobiła się pięciopunktowa różnica. Trener Uvalin poprosił wtedy o przerwę ale jego zespół nie potrafił otrzymanych wskazówek przekuć w czyn. Rzuty graczy Stelmetu były niecelne a pod swoim koszem królował Turów, który zbierał te pudła. Przy szaleńczym aplauzie mecz zakończył się przekonującym, sześciopunktowym zwycięstwem PGE Turów 80:74. Stan finału to 2:0 dla Turowa. Następny mecz we wtorek w Zielonej Górze.

Janusz Grzeszczuk

Fot.: Mate, GRE

PGE Turów Zgorzelec - Stelmet Zielona Góra 80:74 (23:12, 20:25, 18:21, 19:14)

PGE Turów: Dylewicz 19, Kulig 16, Mike Taylor 10, Prince 9, Nikolić 9, Tony Tayllr 7, Jaramaz 6, Zigeranović 0, Stelmach 0, Chyliński 0.

Stelmet: Dragicević 14, Zamojski 12, Koszarek 12, Hrycaniuk 11, Eyenga 9, Brackins 7, Ginyard 4, Chanas 4, Cesnauskis 1, Cel 0.

Dodaj komentarz


Najnowsza Gazeta

300

Reklama

Repertuar kin

  1. .
  2. .
  3. .
  4. .

Zgorzelec

PoZa NoVa

 

Przerwa

 

 

 

 Bogatynia

Kadr

 

Przerwa

 

Lubań

Wawel

 

Przerwa

 

 

Görlitz

Filmpalast

 

Przerwa

 

 

next
prev

Kursy walut

KUPNO SPRZEDAŻ
euro EUR 4.5100zł 4.5250zł
usd USD 4.1400zł 4.1800zł
czk CZK 0.1640zł 0.1660zł

Kurs z dnia: 2020-05-25

Pogoda

booked.net