sobotnia wygranaSobotnia wygrana 106:104 w spotkaniu pomiędzy PGE Turów a Stelmet Enea BC Zielona Góra była wydarzeniem ważnym z dwóch powodów. Po pierwsze zwiększyła szanse czarnozielonych na awans do strefy play-off. Po drugie sukces taki zdarzył się zgorzelczanom po raz pierwszy od dziesięciu meczów. Bohaterem był Cameron Ayers, który punkty decydujące o zwycięstwie zdobył po samotnym rajdzie przez całe boisko, po siłowym sforsowaniu zapory Florence – Zamojski, by potem z niewiarygodnej pozycji rzucić i trafić za dwa. Przez kilkadziesiąt sekund na parkiecie panowała taneczna fiesta w wykonaniu podopiecznych trenera Claxtona.

Zapraszamy do galerii!

Goście lepsi w pierwszej połowie

Pierwszą kwartę mocnym akcentem rozpoczęli przyjezdni. Na parkiecie szalał Filip Matczak, który zdobywał punkty po agresywnych wejściach pod kosz. To on także przechwycił niecelne podanie Patoki, czego efektem były łatwe punkty. Zmasowany atak Stelmetu spowodował, że po dwójce Hrycaniuka goście prowadzili już 13 oczkami. Trójka Camphora trafiona w ostatnich sekundach tej ćwiartki dała stan spotkania 22:32. Trzynastopunktowa przewaga Stelmetu wróciła już po niespełna minucie drugiej kwarty i utrzymywała się przez dłuższy czas, aby po trójce Mokrosa wrosnąć do 15 oczek (27:42) i kolejnej dwójce tego gracza do 17 (29:46). Spód dna czarnozieloni ujrzeli na półtorej minuty przed końcem pierwszej połowy. Wtedy to po trójce Geceviciusa goście prowadzili aż 21 punktami (34:55). Widownia zaczęła się zastanawiać, czy – podobnie jak jesienią ubiegłego roku – zielonogórzanie zostawią Tury z workiem zawierającym ponad sto oczek. Na szczęście dla miejscowych wiatr w żagle złapał Rod Camphor. W pozostałym czasie samotnie zaliczył serię 10:0, dzięki której przy zejściu do szatni różnica wróciła właściwie do stanu sprzed pierwszych 10 minut, gdyż było 44:55.

Przełom w trzeciej kwarcie

Świetna passa Camphora przeniosła się na początek trzeciej odsłony. Zgorzelecki rozgrywający w ciągu pół minuty trafił kolejne dwie trójki, po których z koszmarnej przewagi rywali zostało już tylko pięć oczek (50:55). Zbliżywszy się do Stelmetu, Turów ani myślał o dopuszczeniu do powtórki z drugiej ćwiartki. Zielonogórzanie co prawda ciągle jeszcze prowadzili, ale ich przewaga wahała się już tylko w granicach 3 – 6 punktów. Prawdziwy przełom nastąpił w siódmej minucie, kiedy po kolejnej trójce Camphora na tablicy wyników zobaczyliśmy remis 66:66. Na 20 sekund przed decydującą odsłoną był kolejny remis 75:75, a stan meczu po 30 minutach celnym rzutem wolnym ustalił Florence (75:76). Gospodarze wygrali tę kwartę 32:22.

Ayers – celny szczęściarz

Czwarta kwarta od samego początku układała się pomyślnie dla miejscowych. Turów pierwszy raz wyszedł na prowadzenie po trójce – jakże by inaczej – Ayersa (80:79). Uchwyciwszy taki przyczółek czarnozieloni zrozumieli, że Stelmet tego dnia jest do ogrania. Co prawda w czwartej minucie rywale znów wrócili na prowadzenie (90:93), ale trójka Balzamovicia przywróciła remis a akcja 2+1 Ayersa dała przewagę miejscowym (96:93). Sytuacja, po której czarnozieloni już nie oddali prowadzenia już do końca, zdarzyła się w ósmej minucie. Wtedy to Dragicević przy rzucie trzypunktowym sfaulował Stefana Balmazovicia. Serb na linii rzutów wolnych nie pomylił się ani razu i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 99:96. Minutę później kolejne dwa oczka dołożył Ayers, co powiększyło przewagę gospodarzy do 5 punktów (101:96). Sytuacja stała się groźna po trafieniach Zamojskiego i Florence’a, kiedy zespoły dzielił tylko jeden punkt (101:100). Na 23 sekundy przed końcem meczu na linii rzutów wolnych stanął Carmphor, sfaulowany przez Florence’a. Amerykanin trafił oba rzuty (103:100). Kolejna jednopunktowa różnica zdarzyła się kilka sekund później. Dragicevicia sfaulował Petrukonis, były rzuty wolne i stan 103:102. Maraton rzutów osobistych trwał dalej, bo Patokę sfaulował Murić. Polak trafił tylko raz, więc było 104:102. Dziewięć sekund przed końcową syreną ułańską szarżę po kosz Turowa wykonał Florence i trafił. Był remis 104:104. Akcję Turowa spod kosza wznawiał Patoka. Podał do Ayersa, a ten nie przestraszył się atakującego go Florence’a. Samodzielnie wjechał w strefę obrony Stelmetu, czysto staranował ścianę złożoną z ciał obrońców i z zachwianej pozycji oddał celny rzut (106:104). Przeciwnikom została tylko sekunda do rozegrania, którą wykorzystali na rzut rozpaczy przez całe boisko. Piłka nawet nie trafiła w tablicę i było po meczu. Po sobotniej wygranej Turów pozostaje na 9 pozycji tabeli ELB. O wejściu do ósemki zdecydują nie tylko własne wyniki, ale także to jak sobie będą radzić pretendenci do play-off.

Janusz Grzeszczuk

Foto: GRE

PGE Turów Zgorzelec - Stelmet Enea BC Zielona Góra 106:104 (22:32, 22:23, 32:22, 30:27)

PGE Turów: Camerona Ayers 29, Rod Camphor 25, Stefan Balmazović 19, Jacek Jarecki 9, Jakub Patoka 6, Robert Skibniewski 5, Brad Waldow 5, Karolis Petrukonis 4, Kacper Borowski 3, Bartosz Bochno 1.

Stelmet Enea BC: Vladimir Dragicević 18, James Florence 14, Łukasz Koszarek 13, Boris Savović 12, Martynas Gecevicius 12, Edo Murić 11, Jarosław Mokros 7, Adam Hrycaniuk 7, Filip Matczak 5, Przemysław Zamojski 5.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Najnowsza Gazeta

Kursy walut

KUPNO SPRZEDAŻ
euro EUR 4.1670zł 4.1700zł
usd USD 3.4000zł 3.4050zł
czk CZK 0.1640zł 0.1642zł

Kurs z dnia: 2018-04-20

Repertuar kin

Zgorzelec

NovaPoza

Wieża
 

"Wieża. Jasny dzień"

23-30.03

 

Bogatynia

Kadr
 kształt

"Kształt wody"

23-30.03

 

 

Lubań

Wawel

jaskiniowiec
 

"Jaskiniowiec"

23-29.03

 

Görlitz

Camillo

Lucky
 

"Lucky"

30.03

 

next
prev

Pogoda

Weather Underground PWS IDSZGORZ3